Archiwum

Archive for the ‘żużel,speedway’ Category

Tragedia i chamstwo z żużlem w tle

Październik 7, 2011 1 komentarz

Falubaz jest najlepszym klubem w Polsce. Przyczynił się do tego cały sztab ludzi: sponsorzy, działacze, trenerzy, żużlowcy i kibice. Ci ostatni tworzą taką atmosferę wokół żużla w Zielonej Górze, jakiej nie ma w żadnym innym mieście. „Myszom” oficjalnie kibicują znani dziennikarze, aktorzy, a z klubu zrobiono już nawet gwiazdę drugiego planu w znanym serialu komediowym. Ale od niedzielnego wieczoru to nie ma żadnego znaczenia. O tym się nie mówi. To znaczy o zielonogórskim żużlu mówi się dużo, ale niestety źle i przedstawia się go w bardzo ciemnym świetle.

Około dwumetrowej wysokości napis HWDP (Huj W Dupę Policji) niedaleko budynków szpitalnych na ul. Podgórnej w Zielonej Górze(Fot. http://www.wikipedia.pl)

Wszystko za sprawą chuliganów i bandytów, którzy po zwycięskim meczu Falubazu z Unią Leszno ruszyli do centrum miasta fetować tytuł mistrzowski swojej drużyny. I tam właśnie doszło do tragedii, bo jeden z uczestników fety stracił życie pod kołami samochodu policyjnego. Gdyby to było inne auto miałaby miejsce „tylko” ludzka tragedia. A tak był dramat powiązany z burdą i manifestacją przeciwko policji. Bo w Polsce policjant to wróg numer jeden. Pijanym imbecylom szukającym zaczepki wystarczy iskra, najmniejszy pretekst, żeby zacząć uliczną wojnę. I stało się. Sytuacja dla bandytów wymarzona. Przecież to nie mógł być wypadek. To na pewno działanie umyślne. Policja chciała zabić specjalnie. To typowe myślenie wyznawców CHWDP. Nie wiem skąd się wzięła ta nienawiść do policji. Przecież większość tych ludzi, która rzuca w mundurowych kamieniami nie pamięta nawet Stanu wojennego, więc nie może mieć skojarzeń i złych wspomnień z ZOMO czy ORMO. A mimo to pobili policjanta prawie na śmierć. W dodatku kobietę…

Ja skrót CHWDP tłumaczę inaczej:

CHuligani

Wiochę Polak potrafi zrobić wszędzie. Ale angielska policja ze skrótem już się zapoznała... (Fot. szeroko pojęty internet)

Won

Do

Paki

I policja na szczęście ma podobne podejście, bo już zaczęły się zatrzymania i stawianie zarzutów. Niech żyje miejski monitoring. Już nikt nie może czuć się bezkarny.

Jeszcze nigdy tak długo speedway nie był tematem numer jeden we wszystkich stacjach telewizyjnych. Mniej się mówiło o tej dyscyplinie, gdy Tomasz Gollob sięgał po tytuł IMŚ, a polska reprezentacja zdobywała Puchar Świata. Ciekawsza od sportu jest krew na pierwszej stronie. Smutne, ale prawdziwe.

Niby mówi się o zamieszkach, a nie o sporcie żużlowym, więc nie ma się czego obawiać, ale to niestety tak nie działa. Za często pada w relacjach telewizyjnych: Falubaz, kibice żużla, burda po meczu żużlowym. Siłą tego sportu zawsze byli kibice. Mówiło się o atmosferze rodzinnej, pikniku, trybunach otwartych dla wszystkich. Czar prysł. Teraz ludzie w te bajki przestaną wierzyć. Pozytywny wizerunek czarnego sportu został nadszarpnięty. Siła mediów jest wielka, więc ludzie mogą zacząć się bać przychodzić na stadiony, bo jest zbyt niebezpiecznie. A to przecież nie jest prawda, bo na meczu nic złego się nie działo. Wszyscy normalni fani jazdy w lewo poświętowali i rozeszli się do domów. Tylko, że widzowie programów informacyjnych tego nie wiedzą, za kilka dni nie będą pamiętać kto został Drużynowym Mistrzem Polski, a jedyne co pozostanie w ich głowach to fakt, że po meczu Falubazu działy się rzeczy, jakich Zielona Góra jeszcze nie widziała.

Stadion Olimpijski we Wrocławiu. Nikt nikogo nie pobił, a i tak mamy tu PUSTOSTAN...

Ja absolutnie nie twierdzę, że od teraz nikt w grodzie Bachusa nie będzie przychodził na Wrocławską 69. To niemożliwe. To miasto żyje żużlem. Ale speedway ogólnie ucierpi, ponieważ jego kibiców wrzuci się do jednego worka ze „Staruchami” i innymi piłkarskimi kibolami. Stratni będą wszyscy.

Fan żużla = chuligan? Strach się bać. Chyba, że jest się z Wrocławia, to wtedy nie ma powodów do obaw. Tutaj kibiców czarnego sportu już nie ma…

Tomasz_A®muła

Ta ostatnia niedziela…

Październik 3, 2011 Dodaj komentarz

I wszystko jasne. Medale DMP rozdane. Nie było niedzieli cudów i wielkich niespodzianek. Każdy zna swoje miejsce w ligowym szeregu, ale niekoniecznie każdy dostał to, na co zasłużył.

Sprawiedliwie w półfinałach nie było, ale o tym już wszystko zostało napisane.

Bartosz Zmarzlik. Bohater pierwszego meczu Stal-Unibax.

Dzisiejsza walka o medale była nudna i przewidywalna. Torunianie byli faworytami do złota i po tym, jak nie weszli do finału odpuścili nawet walkę o brąz. Dość powszechne zjawisko w sporcie. Gorzowianie mieli chyba nerwy ze stali i z uporem maniaka niszczyli „Anioły” w każdym biegu. Duża w tym zasługa Bartosza Zmarzlika, który przywiózł w pierwszym meczu 14 punktów plus bonus. Straty 30 „oczek” nie dało się u siebie odrobić. Jednym słowem nuda. Brak emocji.

W finale Unia Leszno wyrobiła u siebie tylko czteropunktową przewagę. Za mało przed rewanżem w Zielonej Górze i nowi mistrzowie Polski nie mieli żadnych problemów z pokonaniem u siebie „Byków”. Falubaz wrócił na szczyt, ale po zmianie regulaminu działacze będą zmuszeni zbudować drużynę niemal od początku. Tylko jeden zawodnik z GP znajdzie miejsce w składzie od sezonu 2012. Ktoś musi odpaść, więc Protasiewicz, Hancock i Jonsson siedzą cicho, jak mysz pod miotłą i modlą się, żeby nie padło na nich. Nikt Falubazu nie chce opuścić. To żużlowa FC Barcelona. Duża kasa i jazda przy pełnych trybunach.

Ale regulamin jest bezwzględny, a zmiany nieuniknione.

Przepis o redukcji uczestników Grand Prix w składzie jest dla wielu nie do przyjęcia, ale mi to w ogóle ciśnienia nie podnosi. Bardziej czekam na powiększenie ligi. Chcę więcej spotkań! Sezon jest dla mnie zdecydowanie za krótki. Za to zima jest długa i można złapać doła, albo wpaść w kompletną depresję, jak młody junior ze świeżą licencją po pierwszym nieudanym meczu ligowym.

Rywalizacja najlepszych klubów żużlowych porywa polskich kibiców, ale decydujący wpływ na wyniki mają właściciele zespołów, prezesi i ich pieniądze. Przez lata dla bogaczy ukochana drużyna była drogą zabawką, która była przepustką do rozgłosu i sławy. Teraz to ma się zmienić. Przyszedł czas oszczędności i wyrzucania nadmiaru gwiazd ze składu. W Zielonej Górze prawdziwy ból głowy i płacz. Wręczyli im niby złote medale, ale po chwili zgasili na stadionie bursztynowe światło, okręcili bramę wjazdową łańcuchem i pozbawili wszelkich złudzeń. Takiego Falubazu za rok już nie będzie. Marne pocieszenie dla nich jest takie, że podobne problemy mają też inne bogate teamy.

Tylko ci biedniejsi, jakoś tak odetchnęli z ulgą i w zmianach regulaminowych szukają swojej szansy…

Falubaz przed ostatnią niedzielą był pewniakiem do złota, ale kibice z grodu Bachusa chyba nie byli tego do końca pewni, bo szukali wsparcia na górze. I to dosłownie, ponieważ pierwszym kibicem swojego klubu ustanowili Chrystusa Króla ze Świebodzina, który miał im pomóc w walce w finale. Wystarczyło upić pana Zbyszka, który jest nocnym stróżem ogromnego pomnika i zarzucić czterdziestometrowy szalik w barwach Falubazu na szyję Chrystusa.

Boże, jakie to polskie i głupie do bólu…

Zobacz relację stróża Zbyszka…

Kategorie:żużel,speedway

Stawka większa, niż życie?

Wrzesień 25, 2011 Dodaj komentarz

Za chwilę mecze Speedway Ekstraligi o 1. i 3. miejsce w sezonie 2011, czyli rusza gra o wysoką stawkę. Szkoda tylko, że dla niektórych to nawet stawka większa, niż życie.

W Lesznie i Gorzowie kibice pewnie już wypełnili stadiony do ostatniego miejsca. Żużlowcy czują emocje, nerwy, stres, presję, wysokie oczekiwania fanów, trenerów i prezesów. Toksyczna atmosfera udziela się prawie wszystkim. A mnie to kompletnie nie rusza i zupełnie nie interesuje. Bo po tym co zobaczyłem i usłyszałem po meczach półfinałowych nie zamierzam brać na poważnie wyników Drużynowych Mistrzostw Polski.

Półfinał Unia Leszno – Unibax Toruń

(Leszno-Toruń 53:36, Toruń-Leszno 49:41)

Nie obchodzi mnie to z kilku powodów. Po pierwsze jestem z Wrocławia, a regulamin jest tak skonstruowany, że przeciętne drużyny, które nie weszły do fazy półfinałowej mają przymusowe wakacje już w środku lata. Pozdrawiam kibiców z Gorzowa, bo oni najlepiej wiedzą o co chodzi. Jednym słowem bezrobocie dla żużlowców i nuda dla kibiców. Po drugie, jak zobaczyłem w telewizji tor w Lesznie podczas pierwszego spotkania Unii z Unibaxem Toruń, to wiedziałem, że prawdziwego sportu nie będzie. Wiejskie pole, na którym można jeździć tylko ciągnikiem i zbierać ziemniaki. W sumie nic nowego w Lesznie, ale nudzi mnie już oglądanie zawodów, gdzie gospodarze wypaczają wynik końcowy. Torunianie protestowali. Mieli rację, ale nastawili się do tego zbyt pewnie i zbyt bojowo. Wiedzieli przecież czego się spodziewać. Do Leszna nie jeździ się, aby wygrać, ale żeby przetrwać. Działacze „Aniołów” składali uwagi do sędziego, a w międzyczasie z ich zawodników schodziło powietrze, bo chyba uwierzyli, że wygrają ten mecz walkowerem. Nic podobnego. Sędzia zarządził równanie toru, postraszył palcem gospodarzy, a później rozpoczął zawody. Trwały one chyba cztery godziny, dwóch zawodników gości odjechało w karetce ze złamaniami do szpitala, a Leszno wysoko wygrało i miało prawie pewny awans do finału DMP. Co za emocje! Fantastyczna walka na torze na łokcie z rywalami i z samym sobą, żeby dojechać do mety. Na trybunach obrzucanie się inwektywami przez kibiców, rzucanie butelkami na tor i obrażanie żużlowców drużyny przeciwnej. Reakcja prezesa Unii Józefa Dworakowskiego była spóźniona. Pojawił się na murawie po 14. biegu i zaczął apelować do pseudokibiców, żeby zachowali spokój. Gdzie ten człowiek był wcześniej? No i mieliśmy chuligańskie i prostackie zachowanie na żywo w TVP. Świetna promocja żużla, który nigdy nie wyjdzie z niszy…

W parkingu też była walka na słowa. Menedżer Unibaxu Toruń Sławomir Kryjom życzył przed kamerą TVP Sport kontuzji i szpitala zawodnikom Unii Leszno. I kto to mówi? Człowiek, który spędził w leszczyńskim zespole 10 lat! W grodzie Kopernika jest od roku i właśnie pokazał, co sądzi o ludziach, z którymi pracował bardzo długo. Pan Kryjom jest niedojrzałym hipokrytą. Twierdzi, że uciekł z Leszna do Torunia, ponieważ nie mógł już patrzeć na preparowanie toru na Stadionie Smoczyka. Podjęcie takiej decyzji zajęło mu całą dekadę! Sławomir Kryjom złe przygotowania nawierzchni widział, dawał na nie przez lata przyzwolenie i kompletnie się nie przejmował zdrowiem i bezpieczeństwem żużlowców. Najważniejszy był pozytywny wynik końcowy dla „Byków”. Po trupach do celu. Stawka mogła być większa, niż życie. A teraz z leszczyńskiego skurczy”Byka” zmienił się w niewinnego toruńskiego „Anioła”. Prawdziwy cud!

Wynik został zatwierdzony, ale chodziły słuchy, że stadion w Lesznie straci licencję. Speedway Ekstraliga wymierzyła tylko karę finansową za złe przygotowanie toru. Skoro SE przyznaje, że nawierzchnia nie nadawała się do jazdy, to jak można było puścić ten mecz i zatwierdzić wynik? Takie rzeczy tylko w polskim żużlu. Oczywiście nikt stadionu nie zamknął. Sprawa sobie przycichnie, a żużlowcy jadą dalej.

Żenada i hipokryzja. Nie chcę na to patrzeć. Wynik finału nie ma dla mnie znaczenia.

Półfinał Stal Gorzów – Falubaz Zielona Góra

(Gorzów-Zielona Góra 27:19, Zielona Góra-Gorzów 54:36)

Myślałem, że chociaż jeden półfinał odbędzie się w zgodzie z zasadami fair play. Pomyliłem się. Zdecydowanie za dużo od czarnego sportu wymagam. W pierwszym pojedynku w Gorzowie gospodarze byli zdecydowanie lepsi. Bieg po biegu budowali przewagę nad Falubazem, bo beznadziejnie jechał nowy mistrz świata Greg Hancock i Grzegorz Zengota. Stal mogła wypracować dobry wynik przed rewanżem, ale do końca nie miała takiej okazji. Słabe „Myszy” wciąż patrzyły z nadzieją w niebo i wymodliły deszcz. Taki dar od niebios na wagę wejścia do finału DMP. Po ośmiu biegach sędzia zakończył mecz z powodu złego stanu toru po ulewie. Powtórki oczywiście nie było i wynik 27:19 został zatwierdzony, bo zezwala na to regulamin. Falubaz otrzymał najniższy wymiar kary, ponieważ uratował go głupi przepis.

Ekipa Tomasza Golloba musiała jechać na rewanż do Zielonej Góry, żeby z trudnym przeciwnikiem rozegrać nie na jego torze nie osiem, ale piętnaście biegów, bo jak na złość pogoda była dobra. Gdzie tu sprawiedliwość? Nie twierdzę, że Stal była silniejsza od Falubazu i na pewno awansowałaby do finału, bo w grodzie Bachusa pokazała tylko niemoc i brak woli walki. Ale zupełnie inaczej jechałoby się w tym meczu ekipie Czesława Czernickiego, gdyby miała większą zaliczkę punktową po rozegraniu całego meczu u siebie. Nie interesuje mnie mecz o brązowy medal między Gorzowem i Toruniem, ponieważ nie mam pewności, czy akurat te drużyny powinny o ten krążek walczyć.

To co się działo w tegorocznych półfinałach chwały żużlowi nie przynosi. Nowych kibiców też nie przybędzie, a i wielu starych żużel może przez to stracić. Wyrozumiałość telewizji tez może się w końcu skończyć skoro zawody ciągną się 4 godziny, a przed kamerami wypowiadają się ludzie, którzy mają gdzieś sport i zasady fair play.

Niestety temperatura prowadzonych rozmów wokół speedway’a (z Kryjomem na czele) wzrosła jak w nowych tłumikach żużlowych. Działacze klubowi też powinni wreszcie poczuć, że robi się gorąco. To grunt zaczyna im się palić pod nogami.

Tomasz Armuła

Kategorie:żużel,speedway

W obronie czarnego sportu

Sierpień 31, 2011 Dodaj komentarz

Wpadł mi przed tygodniem w ręce poważny polski tygodnik. Żaden tam sportowy czy typowo żużlowy. Taki duży, kolorowy i społeczno-polityczny o nakładzie ponad 200.000 sztuk. Przypadkiem natknąłem się w nim na krótki tekst „Szarża na motorach” na temat czarnego sportu na dechach bydgoskiego teatru.

Recenzja przedstawienia teatralnego „Szwoleżerowie” zaczyna się tak:

„Żużel to sport straceńców- większość karier kończy się na wózku inwalidzkim albo w trumnie, część zawodników nie wytrzymuje presji i popełnia samobójstwo. To jednocześnie sport, w którym Polacy są w ścisłej światowej czołówce.”

Jestem w szoku. Dawno takich bzdur nie czytałem. Ktoś tu nie ma zielonego pojęcia o żużlu i uprawia czarny PR przeciwko tej dyscyplinie. Większość jeździ na wózku? To znaczy ilu? Proszę listę nazwisk. Policzymy i zobaczymy, czy większość żużlowców jeździ na czterech, czy jednak na dwóch kółkach. Większość ginie na torze? Absurd. Kłamstwo. To nie są piloci kamikadze. Ile było wypadków śmiertelnych w tym roku na klasycznym żużlu? Zero.* A rok temu? ZERO! Ostatnie tragiczne wypadki miały miejsce w 2007 roku. Zginęli wtedy Kenny Olsson i Michal Matula. Ostatnim Polakiem, który stracił życie na owalu był Wojciech Kiełbasa (2001 rok). W sumie zginęło naszych czterdziestu jeden (tak podaje dość solidne internetowe źródło) w całej historii polskiego żużla, która zaczęła się w 1932 roku. To nie są świry-samobójcy. Bardzo często są to ofiary pecha albo bezmyślności innych osób. Przykład? Śmierć Zbigniewa Raniszewskiego, który zabił się przed laty o betonowe schody!

Życie i śmierć owalem kreślone? Raczej zwykły pech. Zdarza się wszędzie.

Na kolarskim Giro d’Italia zginął w tym roku Wouter Weylandt. Przed rokiem na jednym z wyścigów umarł Thomas Casarotto, w 2008 Bruno Neves i tak można wymieniać średnio co dwa lata. Dlatego pytam: czym żużel różni się od innych sportów, gdzie ważną rolę odgrywa prędkość? Niczym. Mało tego – jest bezpieczniejszy od chociażby wspomnianego kolarstwa, bo zawodnicy osiągają w obu dyscyplinach podobne prędkości, ale żużlowców chronią kaski, kevlary, ochraniacze. A Kolarze ścigają się w samych gaciach i z kaskiem na głowie, który obowiązkowy jest dopiero od kilku lat! Speedway to nie jest Powstanie Warszawskie. To nie jest plaża Omaha w Normandii. Tu trup nie ściele się gęsto. Nie róbmy w prasie z widowiska sportowego teatrzyku dramatycznego!

„Część nie wytrzymuje i popełnia samobójstwo.” Jaka część? To brzmi, jakby codziennie ktoś się wieszał po zrobieniu słabego wyniku na torze. Zgadzam się, że mieliśmy w Polsce czarną serię. Robert Dados, Rafał Kurmański, Łukasz Romanek…  Za szybko odeszli i pozostawili wiele pytań. Co ich do tego skłoniło? Presja kibiców i prezesów? Problemy osobiste? Pewnie jedno i drugie, a i trzeci powód by się znalazł.

A dlaczego specjalnie przedawkował narkotyki kolarz Marco Pantani? Dlaczego chciał się zabić bokser Krzysztof „Diablo” Włodarczyk? Pewnie każdy kto to czyta byłby w stanie dorzucić swoje przykłady. Nie róbmy z samobójstwa znaku rozpoznawczego żużlowców. To się zdarza wszędzie.

Aha, z jednym się tylko zgadzam z kawałka cytowanego tekstu. Otóż jesteśmy w tym sporcie najlepsi na świecie…

Czytam dalej, że:

„Jan Klata wykorzystał żużel do kolejnego odcinka swojej opowieści o polskości, o naszej rdzennej potrzebie produkowania i czczenia bohaterów szaleńców, ofiar rzucających się na szaniec, kochanków śmierci oraz o niekończącej się polskiej szarży. Żużlowcy, wbrew zdrowemu rozsądkowi i za wszelką cenę, wpisują się w długi ciąg polskich bohaterów samobójców, tworzonych przez żądne heroicznej ofiary społeczeństwo ( w tym wypadku: władze klubu, żony i narzeczone oraz kibiców), czczonych minutą ciszy podczas narodowych festynów i stawianych za przykład kolejnym pokoleniom.”

Czy ja już coś wspominałem o powstaniu i otwarciu frontu zachodniego podczas wojny? Ja tego tekstu nie rozumiem. Ktoś tu ma jakieś chore zapędy romantyczne i żyje w innej rzeczywistości.

I już końcówka na szczęście:

„Opowieść o współczesnych szwoleżerach rozgrywa się, jak to w Polsce, na tle grobu-pomnika: obok żużlowego kopca leży figura zawodnika w kombinezonie i kasku, nad nią podwieszone są dwa motocykle i przelatujący nad nimi zawodnicy uchwyceni jednocześnie w chwili triumfu i śmierci. Zestresowani bohaterowie, poddawani nieustającej presji i zmuszani do najbardziej ryzykownych zachowań na torze: Mistrz, Złamany, i Nowy są od początku trupami – takie jest ich przeznaczenie, polska karma. Siłę bydgoskiego spektaklu osłabia tekst-zbudowany z gierek słownych i cytatów, nieprzekonujący.”

Spektaklu nie widziałem i oglądać nie będę. Ale skoro krytyk sztuki i niby znawca czarnego sportu ocenił tak sam speedway i żużlowe przedstawienie, to ja wyrażę własną opinię na temat cytowanej recenzji używając słów, które w niej padły: tekst „Szarża na motorach” osłabia, bo zbudowany jest z fałszywych gierek słownych. Na szczęście nawet dla przeciętnego kibica sportowego jest na pewno nieprzekonujący.

* Oba teksty powstały przed tragicznym wypadkiem w Gnieźnie, gdzie zginął młody człowiek, który nie miał jeszcze nawet licencji żużlowej. Ale to mojej opinii o tym sporcie nie zmienia i nie zmienię z tego powodu ani jednego słowa w tym tekście. Żadnej rewolucji we mnie nie będzie. Speedway, jak prawie każdy sport zawodowy, jest niebezpieczny, ale to ryzyko, prędkość i adrenalina uzależnia. Jeśli prawdziwy sportowiec tego raz doświadczy, to ciężko go zmusić, żeby przestawił się na szachy albo brydża sportowego.

Tomasz Armuła


Kategorie:żużel,speedway

Apator – Kalkulator 40:0

Sierpień 21, 2011 Dodaj komentarz

Dziś miał być fajny mecz w Grodzie Kopernika. Ostatnia żużlowa niedziela Sparty Wrocław w tym sezonie, czyli pożegnanie z play off. Nikt nie ma chyba wątpliwości, że wynik byłby korzystny dla gospodarzy. Ale to miała być przegrana ekipy z Dolnego Śląska po walce. Na torze. A wyszło tak, że wrocławianie do Torunia w ogóle nie pojechali. Dlaczego? Nie wiem i nie rozumiem tego.

Działacze WTS oświadczyli, że:

W związku z kontuzją dwóch zawodników podstawowego składu seniorów – Piotra Świderskiego i Tomasza Jędrzejaka, WTS S.A. informuje, że nie jest w stanie zbudować drużyny, która mogłaby podjąć walkę z UNIBAX Toruń.

Ustalmy jedno – ta drużyna ze Świderskim i Jędrzejakiem też nie byłaby w stanie podjąć walki, aby odrobić straty z Wrocławia (32:58). Bez względu na skład Sparta miała pojechać do Torunia powalczyć, pokazać się, pomachać kibicom i podziękować im, że są z nimi przez cały bardzo trudny sezon. U siebie i na wyjeździe. Jednym słowem-zawsze. Kadra nie ma tu większego znaczenia. Grunt, żeby rozegrać wszystko na torze, a nie na papierze.

Czytamy dalej w oświadczeniu:

Wstawianie do podstawowego składu zaplecza niedoświadczonych juniorów w świetle ostatnich tragicznych wydarzeń na torze uważam za zbyt ryzykowne. Mam nadzieję, że przyjmiecie Państwo tę trudną dla Klubu decyzję ze zrozumieniem.

Jeżeli dysponujemy niedoświadczonym zapleczem i wyjazd na tor juniorów jest ryzykowne, to po co przepis o starcie dwóch polskich młodzieżowców w ekstralidze? To przecież narażanie życia! Skoro młodzi zawodnicy nie potrafią jeździć, to kto dał im licencję żużlową i dlaczego?

O jakie wydarzenia na torze chodzi? Upadek Piotra Świderskiego? Tragedia w Gnieźnie? Jeżeli to ma taki ogromny wpływ na psychikę juniorów, to powinni zmienić zawód. Albo robimy żużlową żałobę narodową z powodu tego, co się stało i wszyscy żużlowcy zostają w domu, albo wszyscy wsiadają i jadą dalej. Widzę, że kluby zaplanowały dziś ściganie w lewo, więc nie rozumiem, czemu w Toruniu ma być inaczej.

Ktoś tu we Wrocławiu wykalkulował, że jechać do Torunia nie ma sensu. Ja wiem, że KSM minimalny jest sporym problemem dla Sparty, ale wystarczy wziąć kalkulator jeszcze raz do ręki i policzyć. Można skorzystać z zastępstwa zawodnika. Są do dyspozycji młodzi juniorzy, którzy mogą się objeździć w meczu bez presji. Przecież toruńscy żużlowcy ich nie pogryzą i nie skrzywdzą. Nawet, jakby odkręcili manetkę gazu na pół gwizdka, to by wrocławian zostawili dwadzieścia metrów z tyłu w połowie pierwszego okrążenia. To byłby żużel bezkontaktowy i przez to bezpieczny.

Dziękuję w imieniu Drużyny za wsparcie i wspaniały doping. Mamy nadzieję, że ambitna jazda tej młodej drużyny dostarczyła Wszystkim pozytywnych emocji.

Ze sportowym pozdrowieniem
Piotr Baron

Piotr Baron dokonał w tym roku cudu we Wrocławiu. Zgadzam się z każdą jego opinią i decyzją. Nie rozumiem tylko tej ostatniej...

Oświadczenie można nazwać prawie lakonicznym. A lakonizm w starożytnej Grecji oznaczał sprzyjanie Sparcie. Różnica jest taka, że dawniej ten sposób mówienia był oszczędny w słowach, ale treściwy. Sposób przedstawienia sprawy przez Spartę Wrocław nie zawiera wielu słów, lecz niestety nie tłumaczy konkretnie niczego. To niczemu nie sprzyja. A już na pewno nie pomoże wizerunkowi klubu i pozyskaniu nowych kibiców.

Tomasz A®muła

Kategorie:żużel,speedway

Totalna niemoc, kompletny pech

Sierpień 15, 2011 Dodaj komentarz

Tydzień temu śmiałem się, że Marma Rzeszów wykluczyła się z dalszej walki w play off po blamażu u siebie z Falubazem. I już nawet przy odrobinie fuksa widziałem Spartę Wrocław w półfinale. Ale limit szczęścia Sparty się wyczerpał i miano szczęśliwego przegranego przypadnie raczej Unii Leszno. Już w trzecim wyścigu meczu Sparty z Unibaxem poważny upadek zaliczył Tomasz Jędrzejak. „Ogór” stoczył świetną walkę z Chrisem Holderem, ale po tym jak stracił prowadzenie nie odpuścił i wbił się w koło Australijczyka. Efekt był taki, że przeleciał przez kierownicę i runął na tor. Szkoda, bo bieg układał się remisowo i stawianie wszystkiego na jedna kartę w trzecim wyścigu meczu było zbędne. A tak Jędrzejak do kolejnego swojego biegu nie wyjechał, a później zrobił punkt i dwa zera. Za duża strata dla zespołu.

Tomasz Jędrzejak. Szkoda, że jednak nie odpuścił...

W tym meczu dla gospodarzy wszystko układało się nie tak. Znowu zawodził Kennteh Bjerre i beznadziejnie zaczął zawody Piotr Świderski. Mniej więcej po sześciu biegach wiadomo było, że tu nie ma komu jechać i o dobrym wyniku trzeba zapomnieć.

Niestety najgorsze było dopiero przed nami. W jedenastym wyścigu kapitan wrocławskiej Sparty zaliczył upadek na wyprostowanym motocyklu. Przydzwonił z taką mocą w bandę, że prześwidrował na wylot nie tylko dmuchawca, ale też dechy. To był gwóźdź do wrocławskiej trumny i koniec marzeń o dobrym rezultacie końcowym. Bo właściwie o wyniku to już nikt nie myślał. Ważniejsze było, czy Piotr Świderski wyjdzie z tej kraksy w jednym kawałku. Kibice za upadek „Świdra” obwinili Holdera. Wygwizdali go i zbesztali słownie. Zupełnie niesłusznie. To była walka w pierwszym łuku i to Kennteh Bjerre zaczął kłaść Australijczyka na Polaka. No i efekt domina w pierwszym łuku murowany.

Chris Holder święty nie jest, ale w niedzielę jechał fair play.

Tu winnego nie ma. Gwizdy nie pomogą. A Holder był pierwszym, który złapał za motor, aby go odciągnąć, żeby służby medyczne mogły w ogóle zacząć poszukiwania Świderskiego pod bandą. Diagnoza nie jest optymistyczna. Kapitan Sparty już w tym roku na tor nie wyjedzie.

Żal mi tego zawodnika. Podziwiam jego waleczność i zaangażowanie. A kiedy znajomi pytają mnie, czemu akurat jemu tak szczególnie kibicuję, to żartuję, że to dlatego, bo obaj urodziliśmy się 11.05.1983 roku i pewnie przyszliśmy na świat w jednym szpitalu, więc jeden został żużlowcem, a drugi nie miał wyjścia i musiał pisać o tym sporcie. „Świder”, wracaj szybko na tor. Kibice czekają. A mi się tematy do pisania kończą.

Piotr Świderski. Największy pechowiec meczu.

Upadek „Świdra”

Na konferencji podsumował cały mecz Piotr Baron, który był jedynym przedstawicielem gospodarzy na spotkaniu i tłumaczył, czym to jest spowodowane. – Gratulacje dla Torunia. Goście pojechali świetny mecz. My mieliśmy sporego pecha. Najpierw upadł Tomek Jędrzejak i właściwie wszystko od tego się zaczęło. Po tej kraksie z drużyny zeszło lekko powietrze. A później było już tylko gorzej. To nie jest tak, że w jedenastym biegu przewrócił nam się zawodnik i ja mogę o tym mówić spokojnie. Przede wszystkim jest to nasz przyjaciel, z którym pracowaliśmy bardzo ciężko i jest nam go bardzo szkoda. Zaraz pojedziemy do szpitala i będziemy wiedzieć więcej, co się z nim dzieje. Załatwimy mu najlepszą opiekę, jaką można. Przypuszczenia są takie, że Piotrek ma złamane kości podudzia i może jeszcze żebra. Przepraszam, że żadnego żużlowca z Wrocławia na tej konferencji nie ma. Oni chcieli przyjść, ale obiecaliśmy sobie, że godnie pożegnamy się z kibicami i wszyscy są teraz właśnie na tym spotkaniu. To nie brak odwagi po porażce. To ukłon w stronę kibiców – tłumaczył Baron.

Maciej Janowski. Pożegnanie z kibicami. Oby tylko na okres zimowy...

Wrocławianie ulegli różnicą 26 punktów. Leszczynianie dość nieoczekiwanie przegrali u siebie z Gorzowem 39:51, czyli mają -12 małych punktów. Falubaz rozjechał Marmę Rzeszów w dwumeczu i jest lepszy od rywali o 58 oczek.

Co to właściwie oznacza? „Byki” wejdą do półfinału, mimo że nie wygrają żadnego meczu w pierwszej rundzie play off. Chyba, że Sparta przegra za tydzień 40:50 w Grodzie Kopernika, a Tomasz Gollob z ekipą Stali pobije Unię Leszno w stosunku 58:32.

Mówicie, że to niemożliwe? Pewnie macie rację. Tylko pamiętajcie, że w niedzielę we Wrocławiu około godziny 15. nikt nie wierzył, że Sparta ledwo dociągnie w meczu do 30 punktów. To byłoby niemożliwe! A jednak się stało. No to jedziemy dalej, a co ma być, to będzie. Bo żużel to taki sport, gdzie wszystko może się zdarzyć i nie ma sensu wypełniać programu zawodów przed rozpoczęciem meczu.

Tomek_”Jawor”_ A®muła

Kategorie:żużel,speedway

Każdy orze na torze, jak może, czyli ruszył play off

Sierpień 10, 2011 Dodaj komentarz

Wrocławska Sparta nie zdążyła jeszcze rozegrać żadnego meczu w rundzie play off, a już przybliżyła się do półfinału Speedway Ekstraligi. A to dlatego, że z dalszej walki o medale wykruszyła się rzeszowska Stal, która w meczu z Falubazem Zielona Góra ledwo uzbierała 31 punktów na własnym torze. Totalny blamaż. Teoretycznie słabszy Tarnów i Częstochowa poradziłyby sobie lepiej z „Myszami”. Rzeszowianie udowodnili tym samym, że mają w ekipie jednego świetnego Crumpa, a reszta składu nadaje się na pierwszoligowe tory. Gdyby coach Dariusz Sledź wsiadł na motocykl, to porażka byłaby mniejsza o ładnych parę punktów. A tak popularna „Rybka” po obserwacji wyczynów swoich podopiecznych strzeliła karpia. Obstawiam, że ostatni raz ex kapitan Sparty Wrocław był w podobnym szoku, jak na torze Stadionu Olimpijskiego próbował go zabić jego własny motocykl.

Taki dzień z cyklu nic nam nie idzie i wszystko dosłownie jedzie przeciwko nam.

Deszcz pokrzyżował plany pozostałym drużynom i dwa niedzielne mecze zostały odwołane. No i zaczęły się problemy. W piątek jest trening przed sobotnim GP, a w niedzielę miał być finał Indywidualnych Mistrzostw Polski w Lesznie. Niby nic trudnego, bo wystarczyłoby rozegrać zaległe spotkania do czwartku. No ale zawsze jest tak, że komuś nie pasuje. Dopóki żużlowcy będą mieli w szafach po pięć plastronów ekip z różnych krajów, które reprezentują w ciągu jednego sezonu, to będą problemy z ustaleniem nowych terminów zaległych spotkań. Taki dziwny sport.

Sparta nie może sobie pozwolić na mecz w środku tygodnia, bo ma tak krótką ławkę rezerwowych, że nie mieści się na niej butelka wody mineralnej i oparty o nią cienki kilkustronicowy  program zawodów. A co tu dopiero mówić o grzaniu ławy przez jakiegoś zawodnika. Gdyby zapadła decyzja o powtórzeniu meczu w środku tygodnia, to wrocławianie mieliby problem, żeby zebrać skład z minimalnym wymaganym KSM. Czyli byłoby po sezonie.

Ciężko w to uwierzyć, ale Sparta z Apatorem pojedzie jednak w najbliższą niedzielę, ponieważ przesunięto finał IMP na wrzesień. Jednak w tej sprawie wygrał zdrowy rozsądek żużlowych działaczy i zasada fair play. Rzadki to przypadek w tym sporcie, bo nie od dziś wiadomo, że tu każdy orze na torze i w każdym sporze, jak może, czyli widzi tylko swój interes i wynik sportowy często schodzi na dalszy plan. A tu nagle decyzja sprawiedliwa, która nikogo nie krzywdzi. Wygrał SPORT! CZARNY SPORT! Bo działacze pokazali wreszcie, że ma on także jasną stronę.

Pewny awansu dalej jest chyba tylko Toruń i Zielona Góra. Wielką niewiadomą jest dla mnie para Gorzów-Leszno, czyli wiem, że nic nie wiem. Pewne jest tylko, że wciąż pada we Wrocławiu, ale to nad Rzeszowem gromadzą się czarne chmury.

Tomasz_A®muła

Kategorie:żużel,speedway