Strona główna > Kolarstwo > Daleko od szosy

Daleko od szosy

W czwartek wieczorem tir ekipy Garmin-Cervelo zablokował skrzyżowanie w centrum Wrocławia, bo kierowca musiał wypytać mieszkańców tego miasta, jak dojechać do Warszawy. Stanie w korkach po 22 za ciężarówką (nawet tak cudowną) jest dość denerwujące i nużące, więc wysłałem z nudów SMSa do redaktora Baranowskiego z Gdańska o treści:

Czy kierowcy wypasionych tirów zawodowych grup, przewożący sprzęt kolarski o wartości kilkuset tysięcy euro nie mogą sobie zafundować GPSa?

Odpowiedź z Gdańska była natychmiastowa i chyba trafna:

Panie redaktorze, GPSa to oni z pewnością mają, ale po tym jak przekroczyli naszą granicę, to skończyły się na ich wyświetlaczach autostrady, a zaczęły polskie nie zawsze oznakowane szosy, czyli niezłe schody.

Co racja to racja. Kibice po obejrzeniu reklamy tegorocznego wyścigu też stwierdzili, że dróg u nas nie ma i dlatego kolarze będą jeździć po dachach wieżowców.

I na tych polskich drogach chciałbym się na chwilę skupić, bo wspominał o nich ostatnio na swoim baranim blogu kolega redaktor. Mowa w tym tekście była dokładnie o tym, że nasz wyścig narodowy powinien zmienić nazwę na Tour de południowy Pologne. Redaktor Baranowski ubolewa nad faktem, iż kolarze szybko uciekają z Warszawy na południe w góry, gdzie rozstrzygają się losy wyścigu.

A gdzie mają się ścigać, Panie Redaktorze? Tydzień po płaskiej szosie albo na gdańskiej plaży pod Pana oknami? Nie mam nic przeciwko, żeby za rok TdP wystartował przykładowo z Gdańska, ale kierunek południowy jest jak najbardziej prawidłowy i uzasadniony. Wiem, że nie mamy arcytrudnych tras w górach, ale pagórki są i trzeba z nich korzystać. Nie mam nic przeciwko Tour de południowy Pologne. Mało tego-uważam, że trzeba go puścić od Tatr po Dolny Śląsk. Wtedy zamiast dwóch etapów z hopkami, można zrobić ze cztery etapy pagórkowato-górzyste. Mam na myśli takie miasta, jak: Zakopane, Bukowina Tatrzańska, Zieleniec, Karpacz. Byłoby trudniej i ciekawiej. I to nie jest tylko moje zdanie. Już kilka lat temu mówił mi o tym Bartosz Huzarski, który ma swoją wizję naszego narodowego wyścigu. Można o tym poczytać TUTAJ albo niżej.

Pisze Pan, że mało ścigania i wszystko się rozegra na jednym etapie. Zgadzam się. Ale nikt nam więcej dni startowych nie przyzna, a podjazdy są zbyt proste, żeby wyrobić dużą przewagę nad rywalami. Kalendarz jest zapchany. No bo kosztem czego/kogo mielibyśmy mieć na przykład dwutygodniowy tour? Innego wyścigu? Nie ma szans. Każdy walczy o swoje. Cieszmy się, że udało się zmienić termin z września na sierpień. To i tak bardzo dużo i jest chociaż nadzieja na lepszą pogodę.

Z TdP nie zrobimy TdF, bo podobieństwo jest tylko w skrócie nazwy. Nasze Tatry, to nie Alpy i Pireneje. Nikt asfaltu dla dobra wyścigu na Giewont nie wyleje. I dobrze. Przecież nie warto. Wyścig robi się między innymi dla kibiców, a nie kozic górskich. Nasze podjazdy są banalne i tego wyścigu nie wygrywają wielcy specjaliści od wspinaczek. Ale jednak parę procent nachylenia mamy, więc nie róbmy z Tour de Pologne drugiej Holandii. Nie ma co żyć w depresji. Trzeba zawodnikom piętrzyć trudności. Płaskim etapom mówię stanowcze NIE! Historia wyścigów wieloetapowych pisana jest w górach/górkach/terenie pagórkowatym. I dlatego do czwartku powieje na trasie nudą. A później przez chwilę powieje halny i nim się obejrzymy będzie pozamiatane, bo ktoś kogoś wyprzedzi o 10 sekund i zostanie królem polskich gór. Duży prestiż? Chyba dla zawodowców taki sobie.

Wiem, że Panu z Gdańska trochę do mojej i huzarowej wymarzonej południowej trasy nie po drodze i stoi Pan na dzień dzisiejszy daleko od kolarskiej szosy, ale nic straconego. Jak wyścig wróci „do mnie”, a wierzę, że kiedyś to nastąpi, to zapraszam do siebie. Taki Karpacz, może Zieleniec rowerowo i turystycznie. A później staniemy przy barierkach i zobaczymy, jak się męczą zawodowcy.

Ale najpierw udowodnię Ci Redaktorze, że Orlinek na rowerze nie jest tylko dla orłów. Dopiero Orlinek razy siedem, to zabawa dla nadludzi.

Radość na szczycie Orlinka. Niestety razy jeden...

ToMeK_A ® MułA

Bartosz Huzarski przed laty o Tour de Pologne:

Rozmawiałem z Czesławem Langiem na ten temat przyszłości TdP i sugerowałem, aby jeden etap przebiegał przez Zieleniec. Tam jest fantastyczny podjazd, który liczy 10 kilometrów. W Polsce brakuje takich miejsc jak Karpacz, czyli miast z dużymi podjazdami. To jest bardzo niekorzystna sytuacja dla kolarstwa, ponieważ wyścigi organizuje się przecież dla kibiców. Przeprowadzenie górskich etapów z dala od miast z pewnością nie przysporzy tej dyscyplinie nowych fanów. Czesław Lang ma jednak inne zdanie. Stawia na etapy płaskie, rundy wokół miast i widowiskową walkę na finiszu

O Tour de Pologne poczytasz też na baranim blogu

Reklamy
Kategorie:Kolarstwo
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: