Strona główna > Kolarstwo > Francuski film klasy B-odpowiedź na tekst redaktora Baranowskiego

Francuski film klasy B-odpowiedź na tekst redaktora Baranowskiego

Adam Baranowski napisał:

Wielka Pętla, czy wielka kicha?

Francuski film klasy B, czyli…

„W ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje.”

Szanowny Panie Redaktorze,

z wielkim zainteresowaniem przeczytałem Pana tekst >>Wielka Pętla, czy wielka kicha?<< i z wielką przykrością muszę stwierdzić, że… ma Pan absolutną rację. Zgadzam się z Pana przemyśleniami i argumentacją. To już nie jest ten sam Tour de France co kiedyś. To już nawet do końca nie jest sport. Wielka Pętla przypomina bardziej nudną brazylijską telenowelę niż rywalizację o zwycięstwo w najtrudniejszym wyścigu świata. Niestety jest to serial bardzo nudny i przewidywalny. Taki zwyczajny film klasy B. Bierze w nim udział prawie 200 statystów, a w każdym wozie technicznym jedzie reżyser, który przez trzy tygodnie trzyma się ustalonego scenariusza swojej ekipy.

Słuchawki w uszach zawodników  zabijają kolarstwo. Pisałem już o tym dawno tutaj  i nie zamierzam się powtarzać, bo zdania nie zmieniłem. Szkoda na to czcionki w Wordzie. Podczas Tour de France prawie nic się nie dzieje. Nie mam na myśli oczywiście etapów płaskich. One są specyficzne i mało ważne. Historia TdF pisana jest w górach. A raczej kiedyś była. Wszystko dzięki ludziom, którzy nie bali się zaryzykować i swoimi akcjami w górach przechodzili do historii tego sportu.

Teraz wszyscy oglądają się na siebie. Kalkulują. Liczą. Zadają pytania przez radio. Kolarze nie myślą sami. Od tego mają kierownika sportowego w samochodzie, który przed sobą ma telewizor włączony na Eurosport, a kto wie- może na kolanach trzyma dodatkowo kalkulator. Dzięki temu jego zawodnicy otrzymują pełne informacje jaką prędkością mają jechać, żeby dogonić rywali przed kreską i specjalnie się przy tym nie zmęczyć. Czysta matematyka i chłodna kalkulacja zamiast sportu. Kolarstwo zostało zupełnie obdarte z romantyzmu i emocji. Brakuje zawodników, którzy mają jaja. W peletonie zostali przeciętniacy bez własnego zdania i charakteru. Armstrong w odpowiednim momencie po prostu przyspieszał i gubił rywali. Pantani podejmował ryzyko i gnał do mety nie oglądając się nawet przez chwilę. Tak się tworzą legendy.

Teraz jesteśmy świadkami jazdy turystycznej i oglądania się na rywali. Jeśli ktoś ma odwagę, to zaatakuje na kilometr przed metą, żeby… no właśnie. Po co? Żeby zyskać trzy sekundy? Brakuje mi postawienia wszystkiego na jedną kartę.

Pod koniec niby trochę drgnęło. Francja miała swojego bohatera Thomasa Voecklera, lecz w tym francuskim serialu grał rolę tragiczną. Miał zostać wielkim przegranym Wielkiego Touru i tak się stało. Nie jest on (jeszcze?) kolarzem, który byłby w stanie grać główną rolę non stop przez trzy tygodnie. Dzięki temu było ciekawiej, bo pokazał się Andy Schleck. Tylko grać trzeba wedle scenariusza i jasne było, że lepszy na czas będzie Cadel Evans. Za mało niespodzianek. Za mało niewiadomych. A to potrafi uśpić każdego kibica. Cytując kultowy film Rejs: „W ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje.”

Gra aktorska do bani. Scenariusz przewidywalny. Słaba reżyseria. Ale dzięki Eurosport Polska nawet inżynier Mamoń nie powiedziałby dziś że: „Bardzo niedobre dialogi są.” Jaroński i Wyrzykowski są w stanie uratować każdy spektakl i przytrzymać widza przed telewizorem. I tylko dzięki nim Szanowny Panie Redaktorze patrzę na to trzy tygodnie… Patrzę…I aż chce mi się odejść od TV, proszę pana, ale… nie odchodzę.

Wielka Pętla, czy wielka kiszka? Niestety wielka kiszka, Panie Redaktorze. Ale to nie jest powód, żeby zakładać na szyję wielką pętlę i rozchybotać pod sobą taboret. Bo przecież w kolarstwie, jak w życiu – najważniejszy jest DYSTANS.

Tomasz Armuła

Już za chwilę Tour de Pologne Panie Redaktorze, a to znaczy, że gwiazdy spadną na naszą  stolicę. Polak tej imprezy nie wygra, ale mamy wyścig na wysokim poziomie. Jest organizacja, promocja. Przyjedzie światowa czołówka. Mamy na szczęście Czesława Langa. I to sprawia, że nie ma się czego wstydzić. Mało tego- można, choć przez chwilę poczuć się zwycięzcą.

Reklamy
Kategorie:Kolarstwo
  1. Lipiec 26, 2011 o 6:57 pm

    Szanowny Panie Tomku,

    Pod koniec niby drgnęło? We francuskich filmach klasy B nie drga. Mi również nie drgnęło – ani trochę, ani na chwilę. Chociaż nie wiem czego się spodziewałem. Po prostu tęsknie za czasami Richarda Virenque’a, który czasami „bez głowy” ruszał przed siebie na początku etapu, aby dać się doścignąć kilka kilometrów przed metą. Chociaż zawsze istniało prawdopodobieństwo, że dojedzie do mety i uszczęśliwi ponownie całą Francją. I szkoda mi tego chłopaka, że w „żółtej koszulce” nigdy nie wjechał na Pola Elizejskie. Bo Francja na takiego bohatera czeka od czasów Bernarda Hinault, ale to już zupełnie inna historia…

    I pod koniec swojego tekstu zaczął Pan dyskusję o „naszym”, polskim tourze. A wg. mnie to tegoroczny wyścig mógłby zmienić nazwę na Tour de południowy Pologne. I choć chciałbym sobie popatrzeć na przejeżdżający peleton, to pozostaje mi jedynie oglądanie go w telewizji w przyjemnym towarzystwie Jaroński-Wyrzykowski-Baranowski.

    I zgodzę się, że wysoki poziom, że świetna organizacja, że promocja. Ale znowu za mało ścigania! Południe, niby góry, ale tylko niby, bo ciężko to porównać z Tourem, Giro, czy nawet niedocenianą Vueltą. Wyścig się rozstrzygnie pewnie na jednym etapie, na którym jeden z kolarzy osiągnie niesamowitą, 10-sekundową przewagę i na kolejnych będzie pilnował swoich rywali. A wracając do organizacji i historii TdP, to w Polsce takiej imprezy nie ma i nie będzie! Dwa lata temu rozmawiałem z Czesławem Langiem (swoją drogą jest to fantastyczny człowiek i znakomity rozmówca!) i mówił: Jesteśmy jedyną imprezą, taką prawdziwie polską, która ma bardzo długą tradycję. Nasza impreza, spośród 800 rozgrywanych na całym świecie, należy do tych 23 najbardziej prestiżowych. Tour bardzo dobrze promuje nasz kraj na świecie.

    Ty się zwycięzcą czujesz? Ja na podium Touru nigdy nie stanę, ale jest między nami spora różnica. To Ty, Panie Redaktorze, wjechałeś na Orlik, gdy ja w samochodzie piłem pyszne czeskie piwko i jechałem do Tarnowa na finał Mistrzostw Europy. Ja mogę liczyć jedynie na uścisk dłoni pana Langa i ewentualnie pamiątkę w postaci książki z autografem!

    PS. Żałuję tylko, że TdP zaczyna się tydzień po „Wielkiej Pętli”. Najlepsi po francuskiej imprezie odpoczywają. Ale może jest w tym jakiś urok? Ja ponownie odsyłam do Johnny’ego Hoogerlanda, który w zeszłym roku szalał na naszych trasach, a teraz „zawisł na drucie”…

    PS2. Jeśli by Pana interesowało, co Czesław Lang ma do powiedzenia o Nutella Tour de Pologne to zapraszam.

  2. Lipiec 27, 2011 o 6:35 am

    Redaktor Baranowski napisał: Dla redaktora, który na podium Tour de Pologne stał…
    http://baranowskiadam.wordpress.com/2011/07/26/dla-redaktora-ktory-na-podium-tour-de-pologne-stal/

  1. Lipiec 26, 2011 o 6:54 pm

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: